|
Pracuję za trzech
rozmowa z Jolantą Koczorowską, pełnomocnik prezydenta m.st. Warszawy na Pradze Północ
Kim jest pełnomocnik? Zanim odpowiem na to pytanie, chcę przypomnieć, że po zmianie ustroju Warszawy w 2002 roku Warszawa jest jedną gminą i ma jeden organ wykonawczy, czyli prezydenta. Urząd miasta jest jeden, a urzędy dzielnic są jego częściami. Urzędem kieruje prezydent. W dzielnicach w imieniu prezydenta władzę sprawują wybrane zarządy. Pracodawcą dla członków zarządu jest prezydent, od którego otrzymują (lub nie) pełnomocnictwa do wykonywania jego zadań. Może powstać sytuacja taka, że do większości zadań prezydent przyzna pełnomocnictwa nie wybranemu zarządowi, ale osobie przez siebie wyznaczonej. Tak było np. w poprzedniej kadencji w Wawrze, gdzie w wyniku wyroku sądu prezydent wprawdzie podpisał umowy o pracę z zarządem wybranym przez radę dzielnicy, ale pełnomocnictwa miał tylko wyznaczony przez niego pracownik spoza zarządu, do którego miał zaufanie. Taka sytuacja trwała przez całą kadencję. Ten ustrój Warszawy może się podobać lub nie, ale taki po prostu jest. Otrzymałam od Pani Prezydent pełnomocnictwa do wykonywania różnych zadań na Pradze Północ, gdyż najpierw nie udało się wybrać zarządu, a potem - w opinii wielu prawników - zarząd został wybrany w sposób nielegalny, tj. po zarządzeniu przerwy przez przewodniczącą rady i opuszczeniu przez nią i część radnych sali obrad. Jak długo może trwać taka sytuacja? Swoje obowiązki "jednoosobowego zarządu" pełnię do czasu, aż sprawa legalności wyboru zarządu zostanie rozstrzygnięta. Powinno się to stać w lutym. Do 3 lutego w trybie nadzoru mógł się wypowiedzieć wojewoda. Ale jest też druga możliwość. Z dawnego statutu Gminy Centrum wynika, że nadzór nad uchwałami dzielnic ma Rada Warszawy. Trudno powiedzieć, kto w efekcie będzie decydował. Wszystkie te kłopoty wynikają z tego, że przez całą poprzednią kadencję nie został opracowany podstawowy dla Warszawy dokument, czyli statut miasta. Sytuacja jednak jest absurdalna. Pani urzęduje na II piętrze, a nieuznawany zarząd - na IV. Czy dostają pensje? Nie, bo nie mają podpisanych umów o pracę. Ale mają sekretarkę, telefony, samochód... Długo tak mogą siedzieć? Sekretariat ma szeroki zakres obowiązków: obsługa BIPu, promocja, sprawy organizacyjne urzędu itp. Telefony mają ew. prywatne, a samochodem ja dysponuję. Czy jest Pani z nimi w konflikcie? Nie. Nie jestem osobą wojowniczą, nie mam zamiaru dokonywać jakichś aktów przemocy, np. żeby ich usuwać z zajmowanych pomieszczeń. Sytuacja jest przecież i tak wystarczająco skomplikowana. A zagmatwanych, podejrzanych spraw jest sporo. A oni z Panią są w konflikcie? Nie wiem, być może... Jedyną osobą, która demonstruje do mnie niechęć, jest pan Jacek Wachowicz. Sądzę jednak, że już niedługo. Czy z zarządem mieliście już jakieś kontakty na płaszczyźnie służbowej? Tak. Przyjęliśmy roboczo, że dla dobra mieszkańców zarząd wykonuje te zadania, w których nie można go zastąpić. Zgodnie bowiem z uchwałami Rady Warszawy do podejmowania niektórych działań upoważniono tylko zarządy dzielnic. Np. do przesunięcia pieniędzy na środki czystości czy kredę między szkołami potrzebna jest uchwała zarządu. Mieliśmy taką sytuację. Zarząd bez problemu podjął uchwałę. Podobna sytuacja była z ogłoszeniem listy osób uprawnionych do najmu lokali komunalnych. Do 31 stycznia trzeba było ogłosić publicznie uchwałę zarządu dzielnicy zatwierdzającą listę kandydatów. Do tej listy w określonym terminie mieszkańcy mogą zgłaszać wnioski i uwagi, które zarząd rozpatruje i ponownie podejmuje uchwałę zatwierdzającą listę ostateczną. Na jej podstawie wydawane są skierowania do najmu lokalu. Te czynności, które z mocy ustawy lub uchwały Rady Warszawy wykonuje Prezydent Warszawy na mocy upoważnień wykonuję ja. W takim razie co by było, gdyby nie było tego zarządu? Wtedy prezydent powołałby zarząd komisaryczny. Sprawa jest dość, jak widać, skomplikowana, ale znów sprowadza się to do braku statutu, za co bez żadnych wątpliwości ponosi winę były prezydent Warszawy Lech Kaczyński. Chociaż, zgodnie z przysłowiem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż teraz jest wola polityczna na głębszą decentralizację. Takie jest oczekiwanie samorządowców. Czy podejmuje Pani jakieś ruchy kadrowe w urzędzie - zwalnia, przyjmuje ludzi? Jak dotąd - jeszcze nie. Musiałam się najpierw wszystkiemu dobrze przyjrzeć. W tej chwili pani prezydent podjęła decyzję o przyznaniu pełnomocnictw do ruchów kadrowych, a nie tylko wnioskowania o nie. Oczywiście, musi się to mieścić w ramach posiadanych środków. Pewne zmiany wprowadzę, będę jednak dążyć, aby odbywało się to bezkonfliktowo, w ramach porozumienia stron. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że mija luty i nadal nic nie wiadomo... Wariantów jest kilka, ale dwa podstawowe: jeden - rada dzielnicy w sposób niekwestionowany wybiera nowy zarząd lub zapada decyzja, że już wybrany zarząd jest legalny. Ale wciąż możliwa - także w obu powyższych wariantach - jest sytuacja taka, jak była w Wawrze: zarząd z umowami o pracę, ale bez pełnomocnictw. Czy istnieje możliwość, że zostanie tu Pani burmistrzem? Przy uzyskaniu odpowiedniej większości w radzie - tak. Czy zna Pani Pragę i jej problemy? Oczywiście! Tu się urodziłam, w Szpitalu Praskim. Mieszkałam na 11 Listopada 66 - ten dom jeszcze stoi. Wprawdzie rodzina moja przeprowadziła się potem do gminy Wiązowny, gdzie mieszkam do dziś, ale sprawy Pragi Północ ani na chwilę nie przestały mnie interesować. Trójkąt ulic 11 Listopada - Szwedzka - Stalowa to moje ukochane tereny! Każdy ma w życiu jakiś swój punkt odniesienia, do którego się zawsze wraca. Dla mnie jest nim Praga, zawsze mówię, że jestem stąd, choć już dawno tu nie mieszkam. Zdarzało się, że zamiast do np. Łazienek przyjeżdżałam tu na niedzielny spacer. Jakie sprawy uważa Pani za pierwszoplanowe do załatwienia? Przyznam, że przeglądając dokumenty, bez przerwy wpadam w zdumienie. Zupełnie nieprawdopodobne jest np. to, że zarząd dzielnicy w poprzedniej kadencji nie wykorzystał 10 mln zł z budżetu miasta na inwestycje. I to w dzielnicy, która jest, jak się to popularnie określa, deficytowa czyli wypracowuje mniej środków, niż dostaje z budżetu miasta. To kompletny absurd! Zadziwiają mnie także sprawy, związane z przetargami i konkursami na zadania inwestycyjne. Np. szczytem wszystkiego jest przetarg na budowę hali przy Kowieńskiej. Okazuje się, że po pierwsze - wybrano bardzo drogi w realizacji projekt, a po drugie przedmiot zamówienia w przetargu na wykonawstwo jest delikatnie mówiąc niejasny. Przedziwne. Dla przykładu tylko powiem, że gdy byłam burmistrzem Sulejówka, w ciągu 2 lat zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy piękną i trzy razy tańszą halę sportową. I nie była to jedyna inwestycja. Po to jednak, by tak się działo, musi obowiązywać czystość reguł. Chociaż trudno się dziwić brakowi czystych reguł, jeśli nie ma czystych rąk. Znana powszechnie sprawa mieszkań komunalnych. To po prostu niemoralne, żeby samorządowcy takie rzeczy załatwiali, mając świadomość, że w kolejce latami stoją ludzie naprawdę w tragicznych warunkach. Co ciekawe, mam wrażenie, że ludzie za to odpowiedzialni wciąż starają się czuwać, aby - być może - inne grzeszki nie wyszły na jaw. Wydaje mi się, że wiele spraw można wyprowadzić na prostą, ale to wymaga czasu, determinacji, współpracy z ludźmi dobrej woli i odsunięcia tych, którzy mają coś do ukrycia. A do tego potrzebna jest wola polityczna. Natomiast jeśli chodzi o inne pomysły, to bardzo ciekawą rozmowę odbyłam z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem. Jemu także bliskie są sprawy Pragi. Jednym z takich roboczych haseł, które bardzo przypadło mi do serca, jest zachowanie starej substancji miejskiej Pragi, oczywiście po rewitalizacji, dzięki czemu Praga stałaby się czymś na wzór starego Paryża. Klimat Pragi przyciąga artystów, zmienia się więc jej przekrój społeczny. Trzeba jednak bardzo dbać, aby nie zniszczyć tego jedynego w swoim rodzaju ducha Pragi. Potrzebne są rozmaite akcje uliczne, takie jak teatry uliczne czy Jarmark Floriański, organizowane także razem z organizacjami pozarządowymi. Uważam, że bezwzględnie trzeba pomóc Koneserowi i innym stowarzyszeniom, działającym na rzecz zachowania charakteru Pragi. Bardzo ważna wydaje mi się też współpraca z organizacjami pożytku publicznego, działającymi w sferze społecznej. Dzieci, młodzież, całe rodziny mogą wiele na tym zyskać.
Rozmawiała Ewa Tucholska
Dużą część swego dorosłego życia związałam z samorządem - mówi Jolanta Koczorowska. - Od 1990 do 1998 roku byłam radną i wójtem w gminie Wiązowna. W tym czasie byłam wiceprzewodniczącą Związku Gmin Wiejskich RP i z ramienia tego związku uczestniczyłam w pracach zespołu ds. finansów komunalnych Komisji Wspólnej Komisji Rządu i Samorządu Terytorialnego. Ta tematyka zawsze mnie bardzo interesowała.
W latach 1999 - 2002 byłam radną powiatu otwockiego, a przez rok także członkiem zarządu. Burmistrzem Sulejówka byłam prawie trzy lata 2000 - 2002. Od stycznia 2003 r. pracowałam w Zarządzie Pałacu Kultury i Nauki. Obecnie jestem radną sejmiku województwa mazowieckiego. Ukończyłam studia podyplomowe z zakresu samorządu terytorialnego, a także audytu wewnętrznego finansów publicznych. |