|
"Zabawa" trwa
11 kwietnia nieuznawany "zarząd" na Pradze Północ zwołał konferncję prasową, na której wręczono nam niżej publikowane oświadczenie: "W związku z uporczywym łamaniem praw pracowniczych przez Panią Hannę Gronkiewicz-Waltz, oraz w związku z naruszaniem tajemnicy korespondencji przez Panią Jolantę Koczorowską - Głównego Specjalistę w Urzędzie m.st. Warszawy, Zarząd Dzielnicy Praga Północ złożył dnia 5 kwietnia 2007r. w Prokuraturze Okręgowej Warszawa Praga zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ww. osoby. Oświadczamy co następuje: Mimo pisma Państwowej Inspekcji Pracy skierowanego do Pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, w którym PIP zwraca się z wnioskiem do Pani Waltz o określenie warunków zatrudnienia dla członków Zarządu Dzielnicy Praga Północ, do dnia dzisiejszego członkowie Zarządu nie otrzymali, zarówno umów o pracę jak i również żadnej pisemnej odpowiedzi od pracodawcy w przedmiotowej sprawie. Na łamach prasy pracownicy Urzędu w osobie pełniącego obowiązki zastępcy dyrektora gabinetu prezydenta Pana Jarosława Jóźwiaka stwierdzają, odnosząc się do wystąpienia PIP, że "To tylko sugestia, nie nakaz. Umów raczej nie będzie (...). Mamy ekspertyzy, które wskazują, że ci panowie nielegalnie zajmują gabinety i można ich nawet wyrzucić" (Rzeczpospolita z dnia 15 marca 2007r.). Takie wypowiedzi jak również powołanie w Dzielnicy Praga północ Komisarza oraz działania podjęte w ostatnich dniach tj.: 29 marca 2007r. uniemożliwienie podjęcia pracy przez członków Zarządu poprzez zamknięcie gabinetów i zabór do nich klucz, 3 kwietnia 2007r. eksmisja Zastępcy Burmistrza Pana Krzysztofa Wojdaka z gabinetu, zajęcie jego gabinetu przez Panią Koczorowską, oraz zajęcie drugiego pokoju przez Radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego podinspektora w Urzędzie m.st. Warszawy Pana Artura Buczyńskiego, 3 kwietnia 2007r. uwięzienie w Sekretariacie Zarządu Burmistrza Pana Artura Marczewskiego, noszą znamiona mobbingu, mają służyć zastraszeniu i są działaniem politycznym nie mającym odzwierciedlenia w żadnych przepisach prawnych. Pani Waltz narusza podstawowe prawa pracownicze w tym zasadę równości praw pracowników (członkowie Zarządów pozostałych dzielnic mają określone warunki zatrudnienia), zakaz dyskryminacji ze względu na płeć (..) przekonania, zwłaszcza polityczne. Zarząd dzielnicy informuje, że od momentu powołania w dniu 27 grudnia 2007r. wykonuje wszelkie czynności związane z funkcjonowaniem Dzielnicy. W dniu 5 stycznia 2007r Pani Jolanta Koczorowską została zatrudniona z pominięciem ustawy o pracownikach samorządowych w Urzędzie m.st. Warszawy na stanowisku Głównego Specjalisty, i tego samego dnia została Komisarzem w Dzielnicy Praga Północ. Korespondencja kierowana imiennie do członków Zarządu tj. Burmistrza Artura Marczewskiego, Zastępcy Burmistrza Krzysztofa Falkowskiego, i Zastępcy Burmistrza Krzysztofa Wojdaka, jest otwierana i czytana przez Panią Koczorowską. Tymczasem według opinii prawnika miasta Pana prof. Adama Jaroszyńskiego: "Otwieranie cudzych listów jest naruszeniem tajemnicy korespondencji. To co najmniej występek." (Rzeczpospolita 23 marca 2007r.). Należy nadmienić, że korespondencja dotyczy różnych spraw i zamierzeniem nadawcy - kierując list do Burmistrza - jest otrzymanie listu przez Burmistrza. Korespondencja nie dociera do adresata - bowiem jest przekazywana do Wydziałów, a nadawca zostaje wprowadzony w błąd sądząc, że adresat Burmistrz przesyłkę otrzymał. Przykładem jest pismo wysłane przez Państwową Inspekcję Pracy i adresowane do Artura Marczewskiego Burmistrza Dzielnicy Praga Północ. Pismo to zostało otworzone i przeczytane przez Panią Koczorowską a następnie przekazane Sekretariatowi Zarządu, a nie przekazane bezpośrednio adresatowi Burmistrzowi.
Zarząd Dzielnicy
Praga Północ m.st. Warszawy" Aby zapewnić Czytelnikom poznanie opinii drugiej strony, atakowanej w oświadczeniu, o przedstawienie sytuacji w urzędzie na Pradze Północ poprosiliśmy Panią Jolantę Koczorowską, pełnomocnika Prezydenta m.st. Warszawy. Obraz rzeczywistości w północnopraskim urzędzie, wyłaniający z artykułów i notatek prasowych oraz oświadczeń osób rzekomo pokrzywdzonych, a także, o zgrozo, wojewody mazowieckiego jawi się jako Sodoma i Gomora. W rzeczywistości nie jest może różowo, ale też nie zbyt strasznie. Z pewnością też to raczej ja miałabym więcej powodów do zarzucania niedozwolonych nacisków, presji emocjonalnej i utrudniania pracy przez sporą grupę osób. Dość zabawnie brzmią wobec mnie zarzuty o mobbing ze strony trzech młodych mężczyzn, niemal codziennie wspieranych przez dwóch najbardziej aktywnych warszawskich radnych z PIS, oraz wydającego jak na zamówienie różne oświadczenia wojewodę, który nie dokonał najmniejszej nawet próby weryfikacji przekazywanych mu tylko przez jedną stronę informacji. Nie jest to jednak zabawne, gdy uświadamiam sobie, że tego rodzaju zaangażowanie urzędnika administracji rządowej, to sytuacja bez precedensu w mojej wieloletniej praktyce samorządowej. Widać takie są nowe standardy. Dziś dowiedziałam się o kolejnym wniosku do prokuratury skierowanym przez wojewodę mazowieckiego przeciwko mnie i Pani Prezydent Hannie Gronkiewicz - Waltz. Opiera się on wyłącznie na argumentach podnoszonych w opublikowanym tu oświadczeniu. Warto więc pokazać drugą stronę medalu. Od 5 stycznia, mimo oczywistych dla mnie powodów kwestionowania legalności wyboru zarządu dzielnicy w dniu 27 grudnia, nie podejmowałam żadnych zdecydowanych działań, czekając na uchylenie uchwał Rady Dzielnicy przez Radę Warszawy. W moim przekonaniu jest oczywiste, że nadzór nad jednostkami pomocniczymi sprawują organy gminy - potwierdzają to zresztą opinie prawne uznanych autorytetów prawa samorządowego. Problemy wystąpiły, gdy zgodnie ze swoimi pełnomocnictwami postanowiłam racjonalniej wykorzystać pokoje biurowe. Na czwartym piętrze były wolne dwa pokoje, podczas gdy ja zajmowałam salę konferencyjną na drugim piętrze, przeznaczoną na posiedzenia komisji rady. Powodowało to również utrudnienia w pracy sekretariatu. Kilkakrotnie przedstawiałam propozycje niewielkich zmian w zagospodarowaniu pokoi biurowych na czwartym piętrze. Co ciekawe, bez mojej wiedzy oraz pracowników Wydziału Administracyjno - Gospodarczego przy drzwiach wolnych pokoi pojawiały się coraz to nowe wizytówki. W końcu, gdy przy pokoju nr 406 zobaczyłam wizytówkę z nazwiskiem Krzysztofa Wojdaka, poprosiłam go, aby zajął ten pokój, gdyż przebywał w pokoju nr 404, przy którym była wizytówka Jacka Wachowicza, urzędującego, jak wszystkim wiadomo, na drugim piętrze. Uznałam, że nie mogę dłużej pozwolić na drwiny i utrudnianie mi pracy, więc bez dalszych prób uzgodnień zajęłam wolny pokój nr 404 i połączyłam sekretariaty, co jest bardzo ważne, szczególnie, gdy jedna z sekretarek jest nieobecna. Warto jeszcze przedstawić kilka wyjaśnień odnośnie "zamykania drzwi i burmistrzów". Któregoś dnia po zakończeniu dnia pracy stwierdziłam, że wszyscy już wyszli, w drzwiach pokoi biurowych pozostały klucze, a w otwartej salce konferencyjnej pozostały bez dozoru poufne dokumenty. Zgodnie z powszechnie obowiązującą Instrukcją zamknęłam pokoje i drzwi od całego czwartego piętra, a klucze przekazałam, ochronie polecając jej wydać klucze wyłącznie osobom znajdującym się w spisie uprawnionych do pobierania kluczy. Okazało się, że jak w każdej instytucji rutyna powoduje, że nie aktualizuje się wykazów i niezbyt uważnie przestrzega obowiązujących instrukcji. Przy okazji odnaleźliśmy schowany w biurowej kanapie (jedynej w całym urzędzie, znajdującej się w gabinecie burmistrza) zaplombowany worek ze wszystkimi zapasowymi kluczami do pomieszczeń na czwartym piętrze. O te klucze wielokrotnie pytałam, ale nikt nie chciał się przyznać do ich posiadania. I jeszcze jeden incydent, tyle zabawny, co żenujący. W dniu, gdy przeniosłam się na czwarte piętro pracowałam do późna. Wychodząc po godz. 19, stwierdziłam, że jest jeszcze Pan Marczewski. Poinformował mnie, że też już wychodzi, po czym widząc, że czekam, spacerował z kawą, gazetą i jakimiś papierami. Powiedziałam zatem, że zamknę drzwi wejściowe na czwarte piętro, klucz zostawię u ochrony i jak skończy pracę to wezwie ich telefonicznie. Ochrona została poinformowana, że ma natychmiast na wezwanie otworzyć drzwi od czwartego piętra. Faktem też jest, że poleciłam nikogo nie wpuszczać, gdyż nie miałam żadnego zgłoszenia o planowanym spotkaniu lub zebraniu z udziałem osób spoza urzędu. Niedługo po moim wyjściu Pan Marczewski zadzwonił po ochronę i bez przeszkód opuścił biuro. Nie bardzo rozumiem również zarzuty dotyczące korespondencji. Wszystkie listy przychodzące do urzędu, są otwierane w kancelarii z wyjątkiem oznaczonych adnotacją "do rąk własnych", a następnie korespondencja jest dekretowana i trafia do adresata lub urzędnika, który zgodnie z kompetencjami załatwia sprawę. Uważam, że wszystkie działania, które podejmuję, są zgodne z moimi upoważnieniami i obowiązującym prawem.
Jolanta Koczorowska
|